Dwadzieścia lat temu muzeum zmieniło adres
Szczecineckie Muzeum Regionalne świętuje mały jubileusz – 20 lat temu oficjalnie przeniosło się na ulicę Szkolną. Dziś (8 października) z tej okazji zaprasza na okolicznościową wystawę, a my w Historycznym Czwartku przypominamy, jak to z przeprowadzką muzealników było.
Młodsi mogą już nie pamiętać, dla nich muzeum w Szczecinku „od zawsze” było na ulicy Szkolnej. Ale to „od zawsze” liczymy raptem od września 2006 roku… Najpierw była wieża św. Mikołaja. Potem pojawiła się Szkolna. Dziś trudno uwierzyć, że przestronne sale Muzeum Regionalnego były kiedyś tylko marzeniem.
„Całe wieki na nas patrzą” – taki tytuł miał jeden z tekstów opisujących przyszłość wieży św. Mikołaja. I rzeczywiście, patrzyły. XVI-wieczna wieża przez dziesięciolecia była domem szczecineckiego muzeum. Trudno było sobie wyobrazić muzeum bez niej, choć jeszcze trudniej było wyobrazić sobie jego dalszy rozwój właśnie w tym miejscu.
Muzeum Regionalne miało już wtedy długą historię. Powstało w 1914 roku. Przed wojną trafiło do wieży św. Mikołaja, będącej pozostałością dawnego kościoła. Po wojnie placówkę reaktywowano w 1958 roku dzięki staraniom Aleksandra Stafińskiego. Ale muzealnicy przez lata próbowali znaleźć dla swoich zbiorów większą przestrzeń. Problem był prosty: zbiorów przybywało, a miejsca nie.
W wieży można było stworzyć ciekawą ekspozycję, ale trudno było tam pokazać wszystko, co muzeum miało do zaoferowania. Część eksponatów musiała czekać w magazynach. Brakowało miejsca na pracownie, porządne zaplecze (te mieściły się w ciasnym parterowym budyneczku u stóp wieży) czy większe wystawy.
Dlatego wiadomość o planowanej przeprowadzce była dla muzealników czymś więcej niż tylko zmianą adresu.
Nie obyło się jednak bez emocji. Początkowo chciano zachować wieżę św. Mikołaja dla muzeum. Dyrektor Jerzy Dudź zabiegał o możliwość dalszego korzystania z zabytku. Miały tam pozostać między innymi zbiory archeologiczne i część magazynów.
Miasto miało jednak inne priorytety. Utrzymanie muzeum w kilku budynkach oznaczało kolejne koszty, a sam zabytek wymagał poważnych nakładów. Tymczasem muzealnicy pakowali swoje zbiory. Nowym domem placówki został budynek dawnej Szkoły Podstawowej nr 2 przy ulicy Szkolnej, który od kilku już lat stał pusty. Przebudowa nie była ani łatwa, ani tania. Początkowo zakładano niższy koszt, ostatecznie inwestycja pochłonęła blisko 3 mln zł. Pomogły pieniądze z Unii Europejskiej i Ministerstwa Kultury, ale część wydatków musiało pokryć miasto. Nawet po zakończeniu prac pojawiły się problemy, między innymi z wilgocią w piwnicach.
Kiedy jednak można było już wejść do środka, wszystkie te problemy schodziły na dalszy plan. Nowa siedziba robiła wrażenie. Jasne, odrestaurowane wnętrza, przestronne sale i przede wszystkim miejsce. Dużo miejsca. Powierzchnia wystawowa zwiększyła się około ośmiokrotnie. To była dla muzealników prawdziwa rewolucja. Nagle można było pokazać rzeczy, które przez lata pozostawały schowane. Srebra, kolekcję myśliwską, zabytki regionalne, sztukę sakralną. Pojawiły się także przestronniejsze magazyny, pracownia konserwatorska oraz biblioteka z czytelnią.
Jerzy Dudź nie krył wzruszenia. – O nową siedzibę starali się wszyscy moi poprzednicy, w końcu nam się udało – mówił podczas przeprowadzki.
Oficjalne otwarcie odbyło się 12 września. Najpierw była msza w kościele Mariackim, później przecięcie wstęgi przy Szkolnej. Nowe muzeum otwarto z rozmachem, a goście mogli zobaczyć między innymi wystawę „Mistrzowie portretu polskiego”, wypożyczoną z muzeum we Włocławku.
Dziś, po dwóch dekadach, tamta przeprowadzka może wydawać się czymś odległym. Budynek przy Szkolnej zdążył się już na dobre wpisać w krajobraz miasta. Kolejne wystawy, lekcje muzealne, spotkania i wydarzenia sprawiły, że trudno wyobrazić sobie szczecineckie muzeum pod innym adresem.
A jednak warto czasem wrócić do tamtych zdjęć i tekstów. Na jednym z nich Jerzy Dudź oprowadza po nowej ekspozycji biskupa koszalińsko-kołobrzeskiego Kazimierza Nycza. Na innych widać jeszcze wieżę św. Mikołaja i muzealne wnętrza, w których każdy metr był na wagę złota.
Dwadzieścia lat to w historii miasta niewiele. W historii muzeum – cała epoka. Bo przecież zmienił się nie tylko budynek. Zmieniły się możliwości, sposób prezentowania zbiorów i samo spojrzenie na muzeum. Zmieniali się dyrektorzy. To, co kiedyś trzeba było upchnąć w ciasnej wieży, można było wreszcie pokazać tak, jak na to zasługiwało. Wieża św. Mikołaja została więc w swojej części miasta, a muzeum poszło dalej. I może właśnie tak powinno być z muzeum – żeby zachowując stare historie, samo również potrafiło napisać nową.

